wtorek, 09 lutego 2010
Punkt widzenia zależy od punktu siedzienia.. czyli o zazdrości

Moja przyjaciółka zazdrości mi dobrego kosmetyku i nowej torby, bo ona ma męża, dziecko, drugie w drodze, dom i długi i nie może sobie na dobry kosmetyk i fajną torbę pozwolić.
Ja zazdroszczę jej że ma męża, dziecko, drugie w drodze, dom, długów to nie bo długi to mam swoje i tylko mogę sobie torbę i dobry kosmetyk kupić na pocieszenie.

Taka wyliczanka. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma... prawda...

czwartek, 28 stycznia 2010
Drastycznie medycznie

Musiałam odwiedzić dentystę. Musiałam wyrwać jakieś resztki dwóch zębów z dziąsła. Podchodziłam do tego jak pies do jeża. Poza tym ciągle sie nie składało, bo a to dostam okres, a to miałam zapalenie gardła.
Tym razem nie dało się uciec, mimo, że jak weszłam do gabinetu to powiedziałam pani doktor, że nie spisałam testamentu i dziś chyba też nie da rady. Śmiałam się chyba ze strachu.
Nie zdołałam uciec. Nie umarłam, ale było blisko. Trzymałam sie fotela jakby to był właśnie start Apollo 13, a ja bym była w środku.
Po półgodzinie walki z tym, co zostało z moich zębów, pani doktor pogładziła mnie po ręcę, że już po wszystkim. Dopiero wtedy zaczęły mi lecieć łzy. Adrenalina trzepała mną przez dłuższą chwilę.
Masakra, że tak sie wyrażę...

Teraz piję wodę przez słomkę, okładam sie lodem i chrupię sobię co jakiś czas ketonal. Żyję. Pisanie testamentu mogę odłożyć na inny termin...

sobota, 16 stycznia 2010
Też mam prawo być nieidealna.

Oblałam egzamin. Nie bolało. 
Smiejcie się, śmiejcie.
Zawsze musiałam być idealna. Zawsze musiałam wiedzieć najlepiej. Zawsze musiałam udowadniać mamie, że coś znaczę, że jestem dobra, że spełniam jej oczekiwania idealnego dziecka.
Zawsze musiałam/ muszę być naj naj, żeby była choć troszeczkę ze mnie dumna. A wciąż mam wrażenie, że nadal to za mało, że nie spełniam jej wysokich oczekiwań co do mnie.


Oblałam egzamin. I świat sie nie zawalił. Jak oblałam, to i poprawię. Nie muszę być najlepsza. Mogę być trochę gorsza i czuć sie równie wartościowa co przedtem.
Uczę się że nie muszę tak wiele od siebie wymagać, uczę się słabości, uczę się, że nie muszę być taką cholerną perfekcjonistką.
To moje życie.

 

czwartek, 31 grudnia 2009
To much for me...

Większość drogi z pracy do domu próbowałam się nie rozpłakać. Próbowałam zachować spokój. Rozmawiałam z koleżanką i głęboko oddychałam, żeby zatrzymać łzy. Gdy byłam już kilkaset metrów od mojego domu po policzkach już płynęły łzy. Zakryłam się daszkiem od czapki i jakoś dotarłam. Tu mogłam się wypłakać.

Za dużo mnie ta rzeczywistość kosztuje.

niedziela, 27 grudnia 2009
Byle do końca...

Niesamowicie długie w tym roku święta. Za długie. Za mało ruchu, za dużo jedzenia i siedzenia przed TV. Za dużo natrętnych myśli, za mało spotkań z ludźmi, za dużo samotności.Oczywiście świetnie jest leniuchować, łazić w piżamie cały dzień, nie malować się i pić wino z rodziną.
Ale przychodzi wieczór, kiedy zostaję tylko ja i moje 4 ściany i dostaję KURWICY!!

Dawno się tak nie cieszyłam że jutro idę do pracy. Serio.

czwartek, 24 grudnia 2009
wesołych świąt

 

Życzę Wam dużo spokoju, celebrowania Świąt z dala od wielkomiejskiego zgiełku, w gronie najbliższych sercu osób. Oby te dni dały WAM wiele siły i nadziei na nadchodzący Nowy rok 2010.

11:44, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 listopada 2009
Czystka ....

Ostatnio dopadł mnie jakiś atak sprzątania w szafie. Atak skończył się wrzuceniem do kosza PCK dwóch 60 litrowych worów ciuchów i trzeciego wrzuceniem do śmieci, obdzieleniem członków rodziny pojedyńczymi sztukami odzieży, tudzież odnalezieniem dawno nie widzianych bluzek : " ojej, to ja mam coś takiego?? ".
To była niesamowita przygoda...

Stanełam nad tym wszystkim i pomyślałam..

No, to teraz mogę zacząć zbierać od nowa :)

środa, 11 listopada 2009
Myśl ostatnich tygodni....
Dziś człowiek tak często nie wie, co nosi w sobie, w głębi swej duszy, swego serca. Jak często jest niepewny sensu swego życia na tej ziemi. Ogarnia go zwątpienie, które przeradza się w rozpacz.

Jan Paweł II (Karol Wojtyła) (1920-2005)

17:15, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 września 2009
Moje najbliższe kinowe plany :)

piątek, 28 sierpnia 2009
Czytelnia

Od tygodnia także po pracy nie ma mnie dla nikogo. Księga o wyglądzie encyklopedii - prawie 800 stron przyleciała wprost ze Stanów. Bibliografia Michaela Jacksona, po angielsku.
Nie dojadam, nie dosypiam. Czytam.Tak. Czytam. Sama byłam zaskoczona. Mój brat nie mógł pojąć po pierwsze :jak ja mogę czytać taką grubą książkę, a po drugie: i to w obcym języku.
Prawie kończę. To jest pasjonująca historia, którą połyka się jednym tchem.  Trochę niesamowita, częściej niestety smutna ale ponad wszystko zmuszająca do refleksji. Tu sie nie idealizuje Michaela. Ale i nie oczernia. Widzimy go takim jakim był - geniuszem, wizjonerem,innowatorem, perfekcjonistą, wrażliwym na krzywdę innych człowiekiem, filantropem, ale również ofiarą własnych lęków, zamkniętym w swoim własnym świecie samotnikiem wiecznie tęskniącym za niedoścignionym marzeniem, otoczonym przez tysiące piranii chcących odgryźć trochę z jego bogactwa i sławy. Animator rzeczywistości, własnego image`u i swojej popularności, uparciuch.
Magia i szaleństwo. Jak w tytule.
Czasem śmieję się w głos, czasem ma łzy w oczach.

Taborelli`ego jedni potępiają, inni mowią, że to jedna z najlepszych pozycji na temat Michaela Jacskona. Skłaniam się ku tym drugim. Dla mnie to pozycja bardzo obiektywna. Nawet jeśli są w niej jakieś fakty, które gdzieś tam w konsekwencji nie okazałyby sie prawdziwe to całość daje pewnien bardzo realistyczny obraz.

Jednocześnie myslę, że całej prawdy o Michaelu nie poznamy nigdy. I dobrze.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6